Image Slider

Linki sponsorowane

Rude są piękne! Metamorfoza ślicznej Wiktorii inspirowana serialem Gambit Królowej.

poniedziałek, 10 stycznia 2022

 Wiktorię poznałam przy okazji poszukiwań twarzy do makijażu na jednej z grup na fejsbuku. Od tej pory była u mnie dwukrotnie i jestem pewna, że jeszcze się spotkamy, Bo taka buzia to prawdziwa perełka! Uwielbiam jej oczy i obłędne rude włosy. Naturalne, cudownie miedziane!



Do stworzenia makijażu natomiast zainspirował mnie świetny ( ba! Genialny !) serial 'Gambit Królowej'. Obejrzycie go tutaj Netflix Gambit Królowej. W roli głównej zagrała Anya Taylor-Joy. Oprócz fabuły rzecz jasna ogromnie podziwiam rolę wizażysty, który stworzył makijaże. Utalentowany Daniel Parker to nie tylko wizażysta ale świetny charakteryzator. Nagradzany i ceniony, zapraszany do wielu produkcji. Przy wspomnianej wyżej zainspirował się Marilyn Monroe oraz Grace Kelly. Zachęcam do zajrzenia na jego instagramowe konto danielparker.art. Sam makijaż w serialu ewoluował od delikatnie podkreślonych policzków, przez czerwone usta i kreski na powiekach. Całość bardzo precyzyjna, szykowna, z klasą. 


W moim makijażu postawiłam na delikatny kolor na policzkach i kreskę eyelinerem w kolorze intensywnej czerni. Użyłam Golden Rose Precision Eyeliner. Jest to formuła w pisaku. Wygodna w użyciu i faktycznie bardzo precyzyjna. Kupicie między innymi na stronie makeup.pl

Zdjęcia wrzucam w dużej rozdzielczości. 





Moje inne makijaże znajdziecie na stronie MartaB.Maluje na facebooku. Zachęcam do zaglądania :) Makijaże stacjonarnie wykonuję w Bydgoszczy. 

Dajcie koniecznie znać jak Wam się podoba i czy tak duże zdjęcia nie ładują Wam się zbyt długo. A jeśli jeszcze nie widzieliście serialu to koniecznie nadróbcie zaległości.

Pozdrawiam!
RUDA!

Metamorfoza ściany w ogrodzie. Drewniana ściana z palet. DIY.

niedziela, 13 czerwca 2021

Zawsze chciałam mieć domek.  I moje marzenie się spełniło. Stanęłam jednak przed zadaniem doprowadzenia do porządku nieco zapuszczonego ogrodu. Nie podjęłam się co prawda założenia trawnika jednak wpadłam na pomysł, którego realizacja i efekty miło mnie zaskoczyły.


A wszystko zaczęło się do brzydkiej ściany sąsiadującego z nami garażu. Brudna, podrapana, zniszczona. Nie mogłam już na nią patrzeć. Rozważaliśmy malowanie farbą elewacyjną, płyty kartonowo gipsowe, posadzenie szybkorosnącego pnącza. Wszystko to jednak nie przekonywało mnie na do końca. W ten sposób trafiłam na ciekawą aranżację ściany z użyciem europalet. 



Na naszej ścianie znalazły się 3 rzędy palet w rozmiarze 120 x 80cm. Ułożyliśmy je naprzemiennie dzięki czemu powstała fantastyczna przestrzeń na kwiaty doniczkowe. Palety otrzymaliśmy wstępnie oszlifowane. Wymagały jednak jeszcze odrobiny pracy. Po dokładniejszym szlifie należało je koniecznie zabezpieczyć lakierobejcą. Wybraliśmy Vidaron w kolorze Palisander królewski. 






Palety zostały przytwierdzone za pomocą haków i kołków szybkiego montażu. Najbardziej czasochłonne  okazało się bejcowanie. Liczę jednak na to, że tak zabezpieczone drewno bezpiecznie przetrwa do kolejnego sezonu :)

 Na naszej ścianie aktualnie mamy już więcej kwiatów. Postaram się zrobić aktualizację. 

Tymczasem w kolejce czeka kuchnia błotna dla mojej starszej córki. Wykonana z europalet :) Internet jest pełny fantastycznych pomysłów na ich wykorzystanie:)

Dajcie znać jak Wam się podoba:)








Metamorfoza łazienki z farbami do renowacji V33. Ruda majsterkuje.

piątek, 16 kwietnia 2021

 Zaskoczę Was na pewno tematyką dzisiejszego wpisu :)  Mam jednak potrzebę pisania i wiem, że takie metamorfozy są  inspiracją dla wielu osób. A dodanie zakładki Ruda majsterkuje urozmaici nieco mój blog :) 

Spędzamy sporo czasu w domach a remont to świetny pomysł na jego dobre wykorzystanie. Sklepy internetowe funkcjonują bez obostrzeń. Ruda z rodzinką od  niedawna mieszka w niedużym domku z kawałkiem ogródka. Jego remont nas nieco pochłonął i łazienka została w stanie takim jak była.  Bardzo chcieliśmy coś z tym zrobić. 

Metamorfoza łazienki za 2000 zł? Możliwe czy nie? Do niedawna pomyśłałabym: " nie ma szans ". Skucie kafli w starej łazience i kupno nowych na dzień dobry wyczerpie nasz budżet. I na dobrą sprawę przez przypadek trafiłam na jednej z grup na facebooku na farbę renowacyjną  do płytek ceramicznych V33. Pomyślałam "dlaczego nie ?". 


W jaki sposób w takim razie zrobić metamorfozę łazienki małym kosztem?

1. Zaczynamy od farby renowacyjnej V33 Szary loft Satyna 2 L+ biała 2L = 300 zł

Farbą malowaliśmy ściany  trzykrotnie. Koniecznie cienkie warstwy. Fugi wygodnie pomalować pędzlem, powierzchnie wałkiem. Odstępy między kolejnymi warstwami - doba. Farba V33 jest wydajna a malowanie dosyć przyjemne. Kafle należy wcześniej przygotować. Umyć i odtłuścić. Warto zabezpieczyć wannę folią.  Farba dość szybko zastyga. 


Na podłogę położyliśmy gres na warstwę starych kafli. W naszym przypadku nie był to problem ponieważ poziom paneli na korytarzu sąsiadującym z łazienką i tak był wyższy. Teraz się wyrównało/ 





2. Nasza łazienka jest dość długa i wąska. Na podłogę wybraliśmy gres szkliwiony imitujący drewno.  Pierwotnie myśleliśmy o płytkach winylowych ale te które nam się podobały jak zwykle okazały się tą  najdroższą opcją :) Gres prezentuje się ładnie. Płytki kładliśmy samodzielnie dzięki czemu odpadł koszt robocizny. Koszt - ok 400 zł. 











3. Pozostałe wydatki

Zlew Koło (używany ale w super stanie) 20 zł na OLX, Zlew pierwotnie miał kosztować  50zł ale właściciel kazał na siebie długo czekać  stąd wynegocjowana cena :)


Szafka z czasów PRL ;) odnowiona,  kupiona na OLX 400 zł, ładna i oryginalna, warto się rozejrzeć bo renowacja mebli jest aktualnie jak najbardziej na czasie :)


Lustro IKEA Stockholm Orzech 60 cm 170 zł


Półeczka i wieszak na papier toaletowy DIY :)

Dywanik i ręczniki TKMAXX

Ładne akcesoria łazienkowe znajdziecie w OBI 



Zdjęcia chociaż bardzo się starałam nie oddają efektu na żywo w każdym razie polecam eksperymenty z malowaniem kafli. 

Satysfakcja z samodzielnego remontu łazienki ogromna :)

Dajcie znać jak Wam się podoba :)

Pozdrawiam! RUDA :)



Konkurs makijażowy !

wtorek, 6 sierpnia 2019
Wiecie pewnie doskonale jak bardzo kocham malować. Pisałam o tym nie raz chociaż już dawno nie aktualizowałam bloga pod tym kątem. Zapraszam Was za to na moją stronę na Facebooku. Tam zorganizowałam dla Was konkurs makijażowy :)

Konkurs makijażowy na stronie Marta Maluje.



Zapraszam też do polubienia strony :)

Marta Maluje


Pozdrawiam!
Rudzielec:)


Makjiaż francuski - kobieco i naturalnie. Pomysły na czerwoną szminkę dla rudzielca.

czwartek, 21 marca 2019
Luźno upięty kok, zalotny uśmiech a w dłoni świeżutki croissant na tle cudownie urokliwej  uliczki. Czy tak wygląda Paryżanka? Nie byłam we Francji więc może Wy mi podpowiecie?  Francuskie kobiety znane są  ze swojej naturalności i luzu.  Zadbane i kobiece. Nie przesadzają też z makijażem. I biorąc pod uwagę aktualny trend na wyrazisty makijaż oczu jest to dobra alternatywa dla wielbicielek umiaru.

unsplash.com
Dzisiejszy post kieruję do wielbicielek klasyki.  Ponadczasowy makijaż z akcentem na usta. Czerwone - koniecznie! a do tego promienna skóra i delikatnie podkreślone oczy. Et voila!  Makijaż francuski gotowy!

Jego cechy charakterystyczne:

                ♥  intensywny kolor na ustach : głównie czerwień ale również purpura, malina czy fuksja
                  oczy podkreślone czarną kredką lub linerem
                ♥  promienna, jasna skóra na tle której usta wyglądają ekstra :)

Ja pokażę Wam  dwie wersje kolorystyczne. 

Pierwsza to moja ulubiona czerwień i szminka  MAC Russian Red :) Przepiękny matowy kolor w   kremowym wydaniu. Nie wysusza ust i jest bardzo uniwersalna. Teoretycznie ten kolor nie powinien mi pasować. Bo jestem ciepłym typem urody (chociaż mam wątpliwości, może ciepło - neutralnym) a Russian Red zawiera niebieskie (chłodne) podtony.  Pasuje jednak doskonale. I świetnie kontrastuje z jasną karnacją.

Jak dojść do tego którym typem urody jesteście znajdziecie świetnie opisane na stronie:

Jakim typem urody jesteś, chłodnym czy ciepłym?

W moim przypadku Russian Red trochę za szybko znika z ust. A szkoda bo byłaby moim ideałem. Z drugiej jednak strony pomadki bardzo trwałe i super matowe najczęściej mocno wysuszają usta.



Kiedy już wiecie jakim typem urody jesteście łatwiej będzie Wam znaleźć idealny kolor czerwieni. 

Moje propozycje pasujące idealnie rudzielcom: (nie tylko bo 2 pierwsze czerwienie są dosyć uniwersalne)

             ♥  neutralna karnacja -  czerwień MAC Retro Matte Lipstick w kolorze Ruby Woo 
             L'oreal Color Riche British Red - kolor również neutralny
        ♥ ciepła karnacja (żółte i oliwkowe podtony - MAC Matte Lipstick (czerwień z odcieniem pomarańczowym) w kolorze Lady Danger . Muszę koniecznie ten kolor dorwać i przetestować. Bo powinien mi pasować :)


Druga wersja kolorystyczna makijażu francuskiego to nieco inny kolor ust w wydaniu wiosennym. I szminka która zebrała sporo komplementów wśród moich znajomych. ZOEVA Luxe Cream w kolorze Pop Stitch to intensywny róż o kremowym wykończeniu. Myślę, że jeszcze lepiej prezentuje się na blondynkach. I jedynym jej minusem jest po raz kolejny - trwałość. Może muszę pomyśleć o bazie pod szminkę. Znacie ten problem? Zjadanie szminki? Myślę, że intensywnych kolorach jest to bardziej widoczne.


Przepiękne makijaże w stylu francuskim znajdziecie na stronie:

10 przepięknych makijaży z czerwonymi ustami w roli głównej

Jak Wam się podobają moje propozycje? 

 Aktualne trendy w makijażu stawiają na wyraźny makijaż oczu.  I chociaż 2019 rok to powrót nieco bardziej naturalnego wizerunku to w mediach społecznościowych wciąż króluje kolor i rozświetlenie.   
Chcecie poczytać o trendach na wiosnę i lato 2019. Dajcie mi znać.

Pozdrawiam!

Ruda:)


Makijaż dla rudej - Soft Glam - Anastasia Beverly Hills.

czwartek, 14 marca 2019
Czas nadrobić zaległości makijażowe. A malować lubię bardzo. Z trudem powstrzymuję się od kolejnych zakupów kosmetycznych. Chociaż od czasu do czasu robię sobię mały prezent :) W ten sposób stałam się szczęśliwą posiadaczką dwóch pięknych palet od Anastasia Beverly Hills.

Dzisiejszy makijaż wykonałam jedną z najbardziej znanych i  uniwersalnych - paletą Soft  Glam. Pisałam   już o niej na moim sąsiednim blogu.  Zakup zdecydowanie  warty swojej ceny. Praca z tymi cieniami to prawdziwa przyjemność. I pasują jak najbardziej do rudych włosów.


Makijażowo zainspirowała  mnie  amerykańska blogerka Angela Bright. Co prawda ruda nie jest ale jej prezentacje są bardzo uniwersalne.   Bardzo lubię jej kanał na YT. Wszystko świetnie pokazane. Konkretnie i na temat :)

Link do filmu z makijażem Angeli znajdziecie tutaj: Gold halo eye make-up tutorial SOFT GLAM

Wśród innych kosmetyków, które polecam rudzielcom i użyłam w tym makijażu to genialny podkład Light Wonder 3 Fair Charlotte Tilbury oraz rozświetlacz Hollywood Flawless Filter także od CHT. Oba produkty świetne do delikatnej, suchej skóry. 


Dodatkowo użyłam też kredki do brwi Micro Brow od NYX Professional  w kolorze Chocolate. Dlaczego akurat to podkreślam? Bardzo długo szukałam odpowiedniego koloru kredki  do moich włosów. Te dla rudzielców czasami są za ceglaste albo za jasne. Natomiast mój  ideał czyli kredka MAC w kolorze Strawberry została wycofana. NYX naprawdę ładnie wygląda i tak samo prezentuje się na zdjęciach. Myślę, że produktom do brwi poświęcę osobny post. 


Dla efektywnego podkreślenia całości koniecznie pamiętajcie o rzęsach. Ja jestem zwolenniczką kępek. I chociaż ich zakładanie może się wydawać mozolne to efekt jest bardziej naturalny. Polecam potrójne kępki KISS.


Dajcie znać jak Wam się podoba. 
A może macie swoją ulubioną paletę cieni od Anastasia Beverly Hills?

Pozdrawiam!

Ruda.

Jak urządzić domowe studio makijażu i nie pójść z torbami - część 1.

wtorek, 5 marca 2019
Każdy z nas lubi dostawać miłe komentarze pod swoimi wpisami. Mnie się to rzadko zdarza ale wierzę, że ktoś to czyta i bez komentowania. Poczułam się jednak fajnie doceniona kiedy jedna z moich licealnych koleżanek napisała tak zwyczajnie 'fajnie się ciebie czyta'. Dało mi to kopa do pisania więcej. Chociażby dla tej jednej osoby (dziękuję Anuszka :)

Nad dzisiejszym postem myślałam od dłuższego czasu.  Zapytałam siebie o czym sama chciałabym przeczytać na swoim blogu? To chyba najlepsza opcja, żeby znaleźć temat który faktycznie przyciągnie czytelników. I tak mi olśniło mój rudy czerep! Domowe studio makijażu! Wersja kompaktowa. Temat jest mi bliski ostatnio. I na czasie jak najbardziej. Sama do niedawna szukałam inspiracji jak takie miejsce urządzić. Chociaż za efekt odpowiedzialny jest przede wszystkim kochany mąż :)




Temat podzieliłam na 2 części.  W kolejnej skupię się na dodatkach. 

Część pierwsza. Meble i oświetlenie. 

Stolik. Ten który widzicie na zdjęciu to  proste biurko z IKEI (MICKE 73 x 50cm, cena ok 150 zł). Małe i lekkie posiada szufladę w której można przechowywać podręczne kosmetyki.  Wada - łatwo poobijać, porysować. Ale to płyta więc nie oczekujmy za dużo. 

A tak na marginesie. O rety !? IKEA ... a może bardziej oryginalnie? Ale po co skoro  fajne rozwiązania mają.  Białe mebelki wyglądają estetycznie a w IKEI łatwiej będzie Wam coś skompletować. 

Link do sklepu IKEA biurko MICKE

Regał z półkami.  Fajnie wygląda i moim zdaniem jest bardzo dekoracyjny (IKEA LACK 139 zł) Na początku myślałam, że montaż osobno półek będzie lepszą opcją. Cenowo wychodzi jednak to samo. Pojedyncza półka kosztuje 20 zł. Więc łątwo policzyć skoro mamy 7 w regale.  Poza tym łatwiej całość zamontować.

Link do sklepu : IKEA Półka ścienna LACK


Lustro. Tutaj macie ogromny wybór. Mój mąż wybrał dla mnie duże lustro NISSEDAL 65 x 150 cm 199 zł.  które pasuje rozmiarem do biurka. Lustro jest duże i daje pewne pole do manewru. My planujemy niebawem przeprowadzkę stąd wybór. Poza tym fajnie to wygląda i bez problemu można dopasować oświetlenie.  

Link do sklepu: IKEA Lustro NISSEDAL

Listwy oświetleniowe. Bardzo dobre rozwiązanie i alternatywa dla lustra typu Hollywood (inna stosowana nazwa Vanity Mirror). Mam na myśli lustro z wbudowanymi żarówkami. Takie rodem z filmowego zaplecza. No super to wygląda. Ale też kosztuje. Najtańsze w UK jakie znalazłam to koszt ok. 130 funtów.  W IKEI za 2 listwy zapłacicie 200 zł. Do listew trzeba dokupić żarówki LED sprzedawane osobno. Za 10 żarówek w komlecie po 2 zapłacicie ok 50 zł. 

Lampa ścienna MUSIK 100 zł x 2 + żarówki = 250zł

Ikeowa wersja lustra hollywood w moim przypadku to koszt ok. 450 zł. Moim zdaniem spora oszczędność.

Link do sklepuIKEA Listwa oświetleniowa MUSIK

Krzesła. Tutaj nie zaszalałam. Ważne było dla mnie wygodne, regulowane krzesło dla osoby malowanej. Takie, które możemy sobie dostosować do naszego wzrostu. Koniecznie z podnóżkiem bo naprawdę wygodniej. Ja swoje kupiłam akurat w Outlecie Argosa w UK. Uważam, że do 150 zł można spokojnie coś wybrać i na pewno coś znajdziecie na stronie:

www.ehokery.pl

Warto jednak poszperać na www.gumtree.pl czy lokalnych grupach sprzedażowych i wybrać coś za grosze.

Lampa pierścieniowa (ring) oraz Softbox. Jeśli chcecie pokazywać zdjęcia waszych prac na Facebooku, Instagramie, blogu - czyli zrobić sobie skuteczną reklamę za darmoszkę - musicie mieć dobre oświetlenie. Najlepiej mieć lampę pierścieniową i lampę typu softbox (idealnie dwie ). Ta druga daje efekt  rozproszonego, lżejszego światła i wymaga nieco kombinowania.  Ring natomiast oprócz dobrego doświetlenia nadaje się też do zdjęć makro. I sprawdzi się lepiej kiedy myślimy o działalności mobilnej. Ponadto jest pomocny zwyczajnie przy malowaniu klientki.  Ja się  jeszcze nie dorobiłam softboxa. Nie mam za bardzo gdzie trzymać. Ale to się wkrótce zmieni.  Zainwestowałam natomiast w lampę którą podpatrzyłam w szkole makijażu gdzie miałam przyjemność się szkolić.   Ze swojej strony  polecam lampę Neewer (koszt ok. 400 zł). Jej główne zalety:

1/ Bardzo dobry stosunek ceny do jakości.
2/ Moc 75W. Uważam, że nie warto inwestować w lampę o mocy mniejszej niż 65W dla satysfakcjonującego efektu na zdjęciu.
3/ Pozostałe zalety: regulowane natężenie światła,  wymienne osłony z barwą ciepłą i chłodną, regulowana wysokość, porządny pokrowiec.



Lampę kupiłam w UK. Nie znalazłam tej samej tej samej w polskich sklepach. Dlatego polecam zajrzeć na stronę, która może ułatwi Wam wybór;

Lampa pierścieniowa - którą wybrać?

Efekty pracy z ringiem Neewer znajdziecie m.in na moim sąsiednim blogu:

Makijaż z paletą soft glam od Anastasia Beverly Hills.
Vintage look w makijażu.

Zapraszam też na Instagram. Link znajdziecie w kolumnie po prawej stronie na blogu.

Jeśli chodzi o lampę typu softbox.  Macie modele z jedną lub czterema żarówkami. Polecany na grupach wizażowych model to Mitoya o której więcej na stronie:

www.mitoya.eu/swiatlo-stale/softboxy/

Ceny od 70 do 120 zł w zależności od ilości żarówek.



No dobrze. Doszliśmy do podsumowania części pierwszej. Czas na małe podliczenie. 

Koszt mebli z oświetleniem (ring + proponowany softbox) w proponowanym przeze mnie mini studio to ok. 1400zł. Myślę, że to rozsądna cena za nowe mebelki. Możecie jednak zawsze poszukać przedmiotów używanych w dobrej kondycji.

Jak Wam się podoba efekt?

Serdecznie zapraszam na część drugą :)

Pozdrawiam. Ruda!











Czas na kwas. Pielęgnacja skóry twarzy zabieganej mamy. Kosmetyki The Ordinary.

piątek, 1 marca 2019
Halo, halo. Podglądam statystyki i widzę, że ciągle tutaj zaglądacie co mnie bardzo cieszy :) Motywuje mnie to do pracy. Mam co prawda najprzyjemniejszy etat na świecie! Ale poza byciem mamą chcę też być babeczką, która robi coś dla siebie.


Od narodzin mojej córeczki minęło pół roku. Trudne pierwsze tygodnie szybko i na szczęście mam już za sobą. To był trudny czas. Trochę  funkcjonowałam na autopilocie. Macierzyństwem zaczęłam się w pełni cieszyć nieco później. Tak na spokojnie i mniej stresowo.  Ale do tematu..

 Mamy koniec lutego.  W UK niespodziewanie zrobiło się wiosennie, co mnie zawsze mobilizuje do pracy nad sobą.  Słońce, spacery w parku, kwitnące żonkile. Oczywiście najlepiej byłoby pozostać konsekwentnym cały rok. Zdrowo się odżywiać, ćwiczyć, biegać może (chociaż nie lubię ani trochę, wolę rower) pielęgnować włosy (niech żyje Batiste!) oooo, robić przysiady z maluchem! Tak byłoby idealnie. Ale kurczę, nie da się kiedy człowiek zostaje po raz pierwszy rodzicem.  Przynajmniej nie od razu. Mnie ogarnięcie się zajęło pół roku. Teraz jestem gotowa do działania :)

Co sobie w takim razie ambitnie postanowiłam?

1. Ruszę tyłek (nie koniecznie do lodówki)
2. Zadbam bardziej o facjatę i włosy, które trochę przypominają siano.
3. Pojawię się częściej na blogu :)

 Dziś zacznę od punktu nr. 2 Temat wspominany już na blogu. Kwasy! Bardzo je lubię.  Jestem im wierna.  Widzę efekty ich stosowania. Pielęgnacja kwasami nie jest czasochłonna. Czyli coś jak najbardziej dla każdej mamy. O tym obiecałam napisać.  

No dobrze. Czy kwas jest dla każdego? Czy to bezpieczny produkt?

Tak. Bo możemy dobrać rodzaj kwasu do rodzaju skóry. Ja mam skórę naczynkową, skłonną do rumienia. I dla mnie najbardziej  odpowiednie są polihydroksykwasy. Pisałam o nich wcześniej na blogu. Stosuję jednak z powodzeniem kwas migdałowy (AHA) i przekonałam się, że istotne jest przede wszystkim stężenie produktu. 

W sklepach internetowych znajdziecie dużo produktów z kwasami. I efekt ich stosowania może nie będzie tak spektakularny jak np. po zabiegu w salonie kosmetycznym (produkty profesjonalne mają mocniejsze działanie). Jednak przy regularnej pielęgnacji z użyciem kwasów dostępnych dla klienta detalicznego może nie będziecie mieli potrzeby częstszych wizyt we wspomnianych salonach. 

Dobrze. Co chciałabym Wam  polecić kochane mamy?

Wspomniany już kwas migdałowy. Łagodnie i skutecznie odświeża zmęczoną skórę twarzy. Spłyca drobne zmarszczki. Zawsze poprawia mi humor zabieg z jego użyciem. Pisałam o zabiegu na moim sąsiednim blogu Zabieg z użyciem kwasu migdałowego.

I moje ostatnie odkrycie. Kosmetyki The Ordinary! Kupiłam trochę przy okazji zakupów makijażowych i nieco przypadkowo. I jak bardzo się ucieszyłam kiedy okazało się, że wspomniane kosmetyki stały się bardzo popularne w ostatnim czasie.  Zdecydowałam się na peeling mlekowy z kwasem hialuronowym (Lactic Acid 10% z HA). Potrzebowałam czegoś pożądnego do nawilżenia skóry. Za peeling zapłaciłam ok. 6 funtów. Uważam, że to świetna cena i już myślę o kolejnych zakupach. Produkt ma formę płynną. Stosuje go na noc zamiast kremu. Błyskawiczny zabieg dla zabieganej mamy.  Efekty są natychmiastowe. Skóra twarzy jest delikatna, nawilżona i uelastyczniona. I na tym mi zależało. 

Wiem, że bardzo dobrze reaguje na ten peeling także skóra trądzikowa. 

Wracając do markiThe Ordinary wraz i kilkoma innymi występuje  pod patronatem DECIEM. Firmy, która kładzie ogromny nacisk na wysoką jakość, funkcjonalność i atrakcyjną cenę.    Otwarta jest  na sugestie i opinie klientów podkreślając jak ważne jest ich zadowolenie. Ponadto kosmetyki nie zawierają parabenów, olejów mineralnych, składników pochodzenia zwierzęcego. Ich skład jest prosty. A opakowanie cieszy oko. Firma wciąż się rozwija. Była wielokrotnie nagradzana. W ofercie znajdziecie ok. 30 formuł kosmetycznych. Polecam zajrzeć na stronę The Ordinary. Każda formuła jest szczegółowo opisana. Nie znam drugiej tak ładnie, szczegółowo i obrazowo zrobionej strony :)

www. theordinary.com/




Na moim celowniku:

1/ Serum z peptydami Buffet oraz
2/ Serum z witaminą C 12%

Buffet to jeden z najbardziej znanych produktów marki. Zawiera kwas hialuronowy i kompleksy peptydów (Matrixyl 3000, Matrixyl Synthe 6). Kremy innych marek ze wspomnianymi składnikami kosztują najczęściej grubo ponad 100 zł. Buffet ok 10-12 funtów.

Serum z witaminą C lubię za działanie rozjaśniające. Stosowałam inne stąd nie mogę się doczekać kiedy wypróbuję The Ordinary. Dam Wam znać na pewno.

Nie jestem pewna jak jest z dostępem do tych produktów w Polskich sklepach internetowych.  Ja zaopatruję się na stronie (gdzie zdaje się też jest wysyłka do Polski):

www.cultbeauty.co.uk/the-ordinary

Co myślicie o tych produktach?
Znacie markę The Ordinary? Macie swoje ulubione produkty z kwasami?

Pozdrawiam ciepło!

Rudzielec:)


Wszystko co chcecie wiedzieć o sesji noworodkowej w Wielkiej Brytanii - z perspektywy Rudej grzywy !

czwartek, 6 września 2018
Zawsze marzyłam o takiej sesji dla swojego maluszka. Może mi ktoś zarzucić przesadę. Ale zdjęcia śpiących noworodków są przesłodkie! Pod warunkiem, że nie publikujemy miliona dziennie na facebooku ! Poza tym kruszynka błyskawicznie urośnie a pamiątka zostanie. 



Nie wiem czy pamiętacie Anne Geddes? Ikona fotografii noworodkowej. Wielokrotnie nagradzana, pomysłowa, twórcza, kochająca pracę z maluchami. Pamiętam jakie wrażenie robiły na mnie jej kartki czy plakaty. W tym czasie były, zdaje się,  dostępne głównie w Empiku.  A ja byłam  z 16 lat młodsza ! Gdzie ten czas?

Zachęcam do poczytania na temat twórczości Anne:


Sesja noworodkowa to wyjątkowe wydarzenie. Wykonuje się ją do 2 tygodnia życia maluszka. W tym czasie dzieciaczek  z reguły śpi i łatwo z nim współpracować. Ułożyć w pozycji embrionalnej, zawinąć w kocyk.   Kruszynka pamięta jak dobrze było w brzuszku u mamy. Spowijana w elastyczne kocyki czuje się bezpiecznie. I nie trzeba się tego obawiać. Maluszkowi krzywda żadna w czasie sesji się nie dzieje. Poza tym w tym wieku nie męczą dzieciaczka kolki (jeszcze!)

Wielkie wybory.

Trudno zdecydować się na konkretnego fotografa bo aktualnie mamy w czym wybierać. Producenci sprzętu fotograficznego oferują aparaty o genialnych parametrach. A   postprodukcja stała się odrębnym etapem procesu przygotowania zdjęć dla klientów.  To już pewnego rodzaju sztuka. I myślę, że ten trend w którymś momencie się hmmm...znudzi? Tak! Zaczną być modne foty bez odrobiny photoshopa. A może to się już dzieje? Mogę nie być na bieżąco. Tak czy inaczej grunt żeby nie przesadzić. 

My postawiliśmy na Ninę Makaj. Cudowna, ciepła, skromna, cierpliwa Pani fotograf. Polka w Wielkiej Brytanii. Chociaż jak sama wspomniała, nie ma wielu klientów z Polski.  Miała za to  anielskie podejście do naszej kruszynki. 

Zdjęcia Niny obejrzycie tutaj:


Nasza sesja trwała 5 godzin. Przyznaję, że Eluszka miała gorszy dzień i spać za bardzo nie chciała.  Stąd czas ten głównie sprowadzał się do karmienia cycuszkiem i lulania małej. Ale dzięki spokojowi Niny udało się ten czas dobrze wykorzystać. Na końcowe efekty czekamy chociaż dostaliśmy już wszystkie zdjęcia w wersji nie obrobionej do pobrania (w wysokiej jakości).

Kilka rad ode mnie dla rodziców, którzy wybierają się na taką sesję:
  • załóżcie lekkie ciuszki bo w pomieszczeniach gdzie są robione zdjęcia jest naprawdę ciepło, chodzi o komfort przebieranego maluszka
  • zabierzcie coś do zjedzenia, sesja najczęściej trwa kilka godzin
  • nie muszę wspominać o pieluchach i czystych ciuszkach na zmianę, przyda się oczywiście mleko jeśli nie karmicie piersią
  • zabierzcie ( jeśli macie) misia szumisia czy inne ulubione sprzęty przy których dzieciątko zasypia. Fotograf najczęściej coś takiego ma ale może akurat nie zadziałać. 
  • najlepiej żeby maluszek krótko przed sesją był najedzony, przebrany i szczęśliwy, wówczas powinien spać. Jest to jednak wersja bardzo optymistyczna. W nowym miejscu i kontakcie z nową osobą może to nie być tak oczywiste stąd sesje tyle trwają. 
Za 10 zdjęć zapłaciliśmy 110 funtów. I jest to bardzo atrakcyjna cena biorąc pod uwagę konkurencję. 

Tutaj wspomnę o jednej istotnej kwestii. Bo możecie dać się nabrać. Na rynku spotkacie się z atrakcyjnymi ofertami typu; sesja noworodkowa już za 45 funtów! Wow, super cena, pomyślicie.  No tak, ale to cena wyłącznie za sesję,   nie obejmuje ceny produktu czyli zdjęć (!). Często macie tutaj ujęte tylko jedno zdjęcie na zachętę.  Za resztę trzeba dużo więcej  zapłacić. I tutaj mamy np. 150 funtów za 10 zdjęć albo 300 funtów za większy pakiet bo innych nie ma. Z takimi właśnie opcjami spotkałam się najczęściej wśród angielskich fotografów.  Warto wobec tego czytać wnikliwie. 

Kolejna rzecz. Zdjęcia Bounty. W UK po urodzeniu maluszka zostajecie przez kilka godzin w szpitalu. W tym czasie odwiedzają Was położne, lekarze, doradcy laktacyjni i panie, które rozdają darmowe zestawy z próbkami pieluch, mokrych chusteczek itd.czyli tzw Bounty Packi.  Wspomniane Panie oferują Wam także wykonanie zdjęć portretowych noworodka.  Bo fajna pamiątka, dobra cena blablabla... Hmmm...Dobrze się zastanówcie w co się pakujecie.  Cena wcale nie jest atrakcyjna, maluchy po porodzie często nieco opuchnięte a zdjęcia bardzo przeciętne. Uważam, że warto trochę dołożyć i mieć dużo ciekawszą sesję tydzień później z profesjonalnym fotografem i pasjonatem zdjęć.:)

A tutaj Nasza  Pani fotograf przy pracy :) polecam Bardzo!



I nieco niewyraźna ale szczęśliwa mama :)




A Wy co myślicie o sesjach dla maluchów?
Fanaberia rodziców czy fajny pomysł na pamiątkę?

Wpadajcie na fejsa ! Zapraszam!

https://www.facebook.com/probeautycorner/

Pozdrawiam!
Ruda!


A te gdzie tak lecą? czyli o pielęgnacji włosów po porodzie.

środa, 5 września 2018
Zostałam mamą! Hurra! Cieszę się bardzo! Kocham moją Eluchę do szaleństwa ! Poświęcam jej każdą chwilę zdziwiona.... jak szybko czas leci. Ale czemu się dziwić skoro codziennie pierdylion rzeczy do zrobienia! 



Nie chcę jednak się zaniedbać tonąc w stercie prania i pieluch z cycem na wierzchu i potarganymi włosami. Macierzyństwo zdaje się nie musi wcale tak wyglądać. Chociaż czasami może się tak wydawać (i też bywa) kiedy namiętnie odwiedzamy stronę ...ujowej Pani domu :P (polecam se kliknąć). Można się uśmiać.   Tymbardziej jak palnie 35 lat a mamucha pierworódka. No ale ale..

....ogarniamy kuwetę i  jak tylko damy sobie pomóc (mój mąż chętnie to robi - polać mu!) to znajdzie się i czas na pielęgnację.  Zacznijmy w takim razie od włosów. 

Piękne i lśniące w czasie ciąży. Po porodzie  - zaczynają wychodzić.  

Pytanie, czy jest powód do paniki czy też jest to zupełnie  naturalny proces?

I teraz uwaga,  odrobina teorii... (trochę nudne, ale będzie  krótko :P)

Jak wiecie cykl włosa składa się z 3 faz. Pierwsza z nich to faza wzrostu czyli anagen. Znajduje się w niej 90% włosów, które mamy na głowie. Drugą faza jest okres przejściowy - katagen. W czasie jego trwania włos przestaje rosnąć i przygotowuje się do wypadnięcia. Trzecią faza cyklu życiowego włosa jest czas spoczynku mieszka włosowego czyli telogen. Podczas tej fazy mieszek włosowy odpoczywa by potem powiększyć się. Zacznie tworzyć się w nim nowy włos, który wypchnie stary. 

W czasie ciąży natomiast proces ten wygląda inaczej. Ze względu na podwyższony poziom hormonów mieszki włosowe nie przechodzą w fazę katagenu, a więc nie wypadają i jest ich dużo więcej.   

Mniej więcej 2 miesiące po porodzie kiedy zaczyna spadać poziom estrogenów, włosy nagle zaczynają gwałtownie wypadać. W ciągu kilku następnych tygodni możemy stracić do 30% włosów! Znajdują się wśród nich te, które nie wypadły podczas 9 miesięcy ciąży, i te, które wypadłyby właśnie teraz. Dlatego też ilość wypadających włosów sprawia wrażenie, że ubywa ich w ekspresowym tempie ! 

Oznacza to, że nie musimy panikować!

No tak, ale w dalszym ciągu tempo ich wypadania przyprawia Nas o zawał serca prawda?

Dlatego też polecam zaraz po porodzie zaopatrzyć się w kilka produktów do walki z potencjalnym łysieniem :)

Ostatnio dla poprawy humoru odwiedziłam stronę z kosmetykami fryzjerskimi. Udało mi się wybrać dwa  godne polecenia produkty. Tutaj macie link do strony z której zamawiałam:

www.salonsdirect.com/

 Pierwszy z nich to olejek Osmo Berber Oil. Jest cudowny! Pokochałam bardzo! Olejek arganowy i efekt włosów jak po wizycie u fryzjera. Do tego pięknie pachnie. Nie obciąża. Włoski są lśniące. A za 100ml zapłacicie ok. 10 funtów tylko!

Link bezpośrednio do strony producenta:

Osmo berber Oil


Na zdjęciu również maska Options Essence. Nadaje się do każdego mycia jako odżywka. Pięknie pachnie i nie obciąża włosów. Nie będę się rozwodzić nad analizą składu bo jest ok. Uwierzcie mi na słowo. Do tego dobra cena. Options essence to cała seria kosmetyków do włosów, którym chętnie się przyjrzę. Zaglądajcie a będziecie na bierząco.

 Jeden i drugi produkt bardzo odpowiada moim włosom. W szczególności olejek.

Do tego zestawu codziennie łykam Biotebal czyli biotynę w wersji hardcorowej. Popijam tez ziołowe herbatki: z pokrzywy i kminku. Z tym jednak ostrożnie bo może zaburzać laktację. Wcinam też Pregnacare New Mum. Bo podobno witamin nie sposób przedawkować.

Co więcej? Olejek z czarnuszki na wzmocnienie włosów. Zarówno do picia jak i wcierania. Łycha do sałatki i kolejna na głowę. Zostawiamy na noc. Warto oczywiście zadbać o zbilansowaną dietę szczególnie kiedy karmicie cycem.

I tyle, na teraz....śmigam odpalić cyca !

 Pozdrawiamy serdecznie! Ruda z Łysolkiem i Nasz Pimpek :P






Ps. Miałyście problemy z włosami po porodzie?
      Macie swoje sposoby na wzmocnienie włosów?

Zapraszam na moją facebookową stronę :



Mum to be ! i brzuszek rudej w obiektywie :)

poniedziałek, 3 września 2018


Halo halo! Obawiam się, że to może być jeden z ostatnich postów przed przerwą na przywitanie  Naszej kochanej, rudej,  mini czuprynki. Czeka mnie gorący okres dosłownie i w przenośni. Kto widział takie lato w UK! Istne szaleństwo! Dla sierpniowych mam mały koszmar. Dupsko się poci, brzuchol żyje swoim życiem a mąż oczekuje regularnej szamki.  Toć mama w domu na macierzyńskim czas ma, a co!

Ale ale. Najpierw zaległości. Brzusio ciążowy chociaż daje popalić już teraz pod koniec, miał swoje pięć minut jakiś czas temu. A że nie przywaliłam szczęśliwie 30 kilo to i chętnie dałam się namówić na sesję brzuszkową. Któregoś dnia pokażę zdjęcia Naszej kruszynce. Myślę, że to kapitalna pamiątka na przyszłość. Sesję machnęliśmy podczas urlopu w Polsce. 









Pani fotograf nie zareklamuję bo mnie podejściem do klienta bardzo rozczarowała. Jednak sesję na pamiątkę bardzo polecam. Zdjęcia możecie wykonać w studio lub w plenerze. Najlepszy czas to okres między 30 - 35 tygodniem ciąży. W tym czasie macie jeszcze dobry humor :) W ostatnich tygodniach obniża się też brzuszek i może być ciut mniej fotogeniczny. 

Za przyjemność fajnej sesji niestety trochę trzeba zapłacić. Warto w związku z tym porównać różne oferty. Przykład? Za sesję brzuszkową w Polsce zapłaciłam niemalże tyle samo co za noworodkową w UK (termin sesji rezerwowałam z wyprzedzeniem). A  obsługa klienta nieporównywalnie lepsza w UK. Wziętej Pani fotograf z Bydgoszczy drugi raz bym nie zaufała. 

Tyle na teraz. Wkrótce więcej tematów związanych z rodzicielstwem i maluszkami. W końcu to aktualnie mój cały świat. Nie zapominam jednak dbać o siebie. Bo szczęśliwa mama to i szczęśliwy maluszek. A ruda czupryna po porodzie wymaga szczególnej troski. Wiecie na pewno jakie spustoszenie sieją hormony w okresie po porodzie. 

A jak u Was Kochani?
Są wśród Was świeżo upieczone mamy? Znajdujecie czas dla siebie?

Pozdrawiam!

Ruda!

Ruda będzie mieć rudzioszka! - czyli co nieco o pielęgnacji skóry w ciąży.

niedziela, 20 maja 2018
I jak w tutule. Obstawiamy z mężem, że będzie rudzioszkiem. Ja kasztanowa, Marcin - blondyn. A w życiu bym nie przypuszczała, że taki mnie instynkt dopadnie! I to po 35 roku życia. Dla mnie - najlepszy czas na maluszka. Może dla lekarzy to już późne macierzyństwo obarczone wysokim ryzykiem powikłań. Ale to moje życie i nasze decyzje. Myślę, że to też kwestia spotkania tej jedynej osoby z którą chcemy mieć potomka. A my bardzo chcieliśmy i się udało. Tzn..się mąż spisał!

 A skoro już bęben mi rośnie a rozwiązanie w środku lata to koniecznie muszę Wam napisać o pielęgnacji skóry w ciąży. Bo przecież słońce daje popalić i  nieco leciwe ciało troszeczkę się zmienia. Zapraszam!

1. Rozstępy. W okresie ciąży skóra brzuszka bardzo się rozciąga i wymaga intensywnej pielęgnacji. Oczywiście zdarza się, że pod koniec dzieje się to na tyle szybko, że nie jesteśmy w stanie uniknąć powstania rozstępów. Ale nie robiąc nic pogarszamy tylko  sytuację. Ja polecam i bardzo sobie chwalę serię produktów firmy Palmer's. Mój ulubiony to balsam do masażu ciała z wygodną pompką. 

Produkt dość intensywnie pachnie masłem kakaowym w związku z czym warto poniuchać zanim kupicie. W szczególności w pierwszym trymestrze ciąży kiedy wrażliwość na zapachy może być bardzo upierdliwa. 


Zamiennie z lotionem masuję brzuszek oliwką Wonder Oil Hollands&Barrett. Produkt jest bardzo dobry. Mnie zachęcił skład. Tyle dobroczynnych olejków w jednej buteleczce.  Spójrzcie tylko! 


Zachęcajcie swoje połóweczki do masowania Waszych brzuszków. Te chwile są tak bardzo niepowtarzalne. Ujędrnionej skórze łatwiej będzie wrócić do formy sprzed ciąży. Oczywiście oprócz brzucha warto masować skórę całego ciała, która też w tym czasie narażona jest na rozciąganie. Rośnie dupsko niestety!

2. Cycuchy. Smarujemy, masujemy, czyli jak wyżej - zapobiegamy rozstępom. Ale to nie wszystko. Wiecie doskonale, że piersi cudownie rosną w ciąży i w okresie karmienia (... ten banan na twarzy mojego męża), czasami o kilka (!!) rozmiarów. I niestety po wszystkim mogą paskudnie oklapnąć przypominając hmmm.... saag bagggggiii :P tego nie chcemy! W sieci znajdziecie  filmiki z ćwiczeniami wzmacniającymi klatkę piersiową.  Warto się z nimi zakumplować. 

Ja bardzo lubię  ćwiczenia na ramiona Tracy Anderson. Niestety zniknęły z YT. Kilka innych prozycji ode mnie :


Proste i bezpieczne ćwiczenia dla przyszłych mam :


Na koniec pamiętajmy o dobraniu wygodnego biustonosza. Odsyłam do artykułu:


3. Problemy skóry twarzy w okresie ciąży. Jedna z najbardziej typowych dla tego okresu to tzw. ostuda. Są to przebarwienia związane z burzą hormonów, dodatkowo uwidocznione pod wpływem ekspozycji na słońce. Zmiany te ustępują z reguły po okresie karmienia piersią. Co jednak kiedy taka pamiątka nie zechce zniknąć?A może tak być kiedy przebarwienie umiejscowi się głębiej w skórze właściwej.  Ja wolę jednak zapobiegać. I tutaj koniecznie krem z filtrem UV.  

Postawiłam na markę La Roche Posay i Anthelios 50+. 


Inne problemy skórne w ciaży to jej nadmierna suchość  czy nadreaktywność gruczołów łojowych i problem z wypryskami. Ja mam naturalnie suchą skórę i przyznaję, że w ciąży problem baaardzo się nasilił. Suche usta, dłonie i twarz to istny koszmar. Pojawiło się tez kilka niespodzianek. Postanowiłam zmienić w związku z tym krem do twarzy.  

Postawiałam też  na łagodzący krem z Biodermy Cicabio Creme. Jego działanie generalnie sprowadza się do łagodzenia wszelkiego rodzaju podrażnień. Sprawdza się dobrze. Muszę jednak pamiętać, żeby pić duuużo czystej wody. Mam też zawsze pod ręką Blistex Cream Relief. To zdaje się jedyny produkt, który radzi sobie z moimi ustami.Wykonuję też bardziej regularnie peeling skóry twarzy.


W przypadku problemów trądzikowych musimy skupić się na pielęgnacji typowej dla tego typu skóry.

W ciąży może też się pojawić lub nasilić problem sińców pod oczami. Płytko umiejscowione pod skórą staja się bardziej widoczne. U mnie w zależności od dnia wyglądają lepiej i gorzej. Pomagają mi chłodne okłady z worków herbaty i picie dużeeej ilości wody.

A jak u Was Drogie czytelniczki?
Jesteście a może będziecie mamusiami?
Dobrze wspominacie okres ciąży?

Zapraszam na moją faceboową stronkę :)

www.facebook.comProbeautycorner

Pozdrawiam!

Rudzielec!

Bridal look i rrrude wlosy! Propozycja klasycznego makijażu ślubnego.

niedziela, 8 kwietnia 2018
A  w roli głównej NYX Soft Matte Lip Cream w kolorze San Paolo. Ale ale. Od początku. Ruda zaniedbała blog matkę i częściej pojawia się na stronie fejbukowej.  Wybaczcie. Mam nadzieję, że też tam trafiacie. W każdym razie zapraszam! 


Niedługo będę zmuszona (szczęśliwie) zostać w domu z moim lipcowo - sierpniowym, nienarodzonym, a radośnie oczekiwanym  mini rudzioszkiem wobec czego  myślę sobie - znajdę nareszcie czas dla Was!  Myślicie, że jestem naiwna? Ha! Pewnie i tak! Najwyżej zmienię obszar zainteresowania:)

Pisałam Wam o moim małym sukcesie?

Tak tak! Wyszkolono mnie i mam uprawnienia pro! Cudowne doświadczenie zdobyte  w Central School of Make-up w Birmingham.  Super ludzie, świetna atmosfera. Dzięki szkole wiem co robiłam nie tak i co mogę robić lepiej. I dziś dla odczarowania Red Head Rules propozycja klasycznego makijażu ślubnego dla rudych włosów. 

W roli głównej wspomniana matowa szminka z gąbeczką w pięknym, intensywnym  kolorze nieco zgaszonego różu. NYX Soft Matte Lip Cream bardzo polecam! Są świetne! Nie wysuszają, delikatnie pachną, dobrze rozprowadzają się na ustach. Ja w związku z ciążą mam okropnie przesuszone usta i jestem mega wrażliwa na tym punkcie. Inne kolory pomadek podejrzycie na stronie NYX :)


Do tego koniecznie matowy brąz z Inglota oraz  metaliczny cień z serii prismatic shadows także z NYX'a. I wisienka na torcie -  puder rozświetlający Gerard Cosmetics. 




Jak Wam się podoba? Są wśród Was Rudzielce? A może przyszłe mamy? Najlepiej po 30-tce coby mi głupio nie było :P

Zapraszam na moją stronę na FB. 


Pozdrawiam!

Ruda w dwupaku !

Ad sense

Blogi kosmetyczne

Blogger news

Follow Us

...

...